Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 maja 2014

Trasa.


Udało mi się dziś wyjść akurat w ta jedną, jedyną słoneczną godzinę dzisiejszego dnia :) Było świetnie, ale szczerze mówiąc, to zupełnie nie chciało mi się ruszać z domu ;)

Ciekawa jestem jak biegają inni? Na czas? Na dystans? Dla widoków? Ja mam jedną jedyną trasę, z modyfikacją. Ta modyfikacja ma ok 0,7km. Zwykle biegnę 5km, tymi samymi ulicami, koło tych samych sklepów, kapliczki, i kamiennego niedźwiedzia. I nie nudzi mi się. Zawsze biegnę z nadzieją, że tym razem będę szybciej.

wtorek, 25 marca 2014

Basen.

O yeah.  Uwielbiam pływać. Pływanie, to jedyny sport, który można powiedzieć, że "uprawiałam". Jako dziecko z krzywym kręgosłupem, dostałam zalecenie pływać jak najczęściej. I tak całą podstawówkę, szkołę średnią i studia dwa razy w tyg. chodziłam na basen. Mam bardzo dobrą technikę, szczególnie żabki ;)  W tamtych czasach miałam też dużą wydolność płuc i ogólną kondycję. Mogłam pływać duże dystanse, nie szybko, ale wytrwale.

Teraz staram się być na basenie przynajmniej raz w tygodniu. Do tego sauna. Taki zestaw stawia na nogi, poprawia odporność, korzystnie wpływa na stan skóry i daje dużo frajdy.

Najczęściej chodzę na basen z siostrą. Działa na mnie motywująco ;) Najpierw spacer szybkim tempem, działa jak rozgrzewka. Na basenie przepływamy ok 1km. Potem czas na zabawę ;) bicze wodne, łóżka bąbelkowe, zjeżdżalnie. Na koniec sauna. Do domu wracamy na skrzydłach.

Mój mąż co roku łapie wszelkie infekcje górnych dróg oddechowych, jedynie przez te lata, kiedy regularnie chodził na basen i saunę, był zdrowy całą zimę.  Sauną wyleczył też plecy, wiecznie wysypane "kaszką".

niedziela, 23 marca 2014

Zacznę się odchudzać, od ... jutra! Przypadek Magdy.


W piątek widziałam się z dawno niewidzianą przyjaciółką. Magda, niegdyś super laska, po urodzeniu drugiego syna oklapła, posmutniała i utyła. I tylko pomiędzy bezą i w-zką wyłkała - Ciągle na diecie i ciągle tyjęęęęęę!

Znacie ten mechanizm?!

Zacznę się odchudzać, od jutra, od poniedziałku, nowego roku itd.

Wspaniale. Do nowego roku zostało kilka miesięcy, do poniedziałku - jeszcze tydzień, a do jutra - kilka godzin. I co się w tym czasie dzieje? Nie wiem jak Wy, ale Magda zaczyna się objadać. Żegna te wszystkie przysmaki, z którymi planuje się rozstać na czas diety, a może na zawsze. Żeby nie tracić czasu, przegląda portale poświęcone diecie, fitnesowi. Rejestruje się na forach, pobiera tematyczne aplikacje. Robi listę zakupów. Planuje ćwiczenia. Informuje cały świat na fejsie, że oto wkracza na nową drogę życia, itd, itp. Słowem, robi dużo zamieszania.

Przychodzi godzina "zero". Zaczyna, ale co to? Około południa coś zaczyna jej doskwierać, głód, barak czegoś (czekolady), nadmiar czego innego (ruchu). Ćwiczenia, które Zuzka macha jak maszyna, dla niej są niemożliwe do wykonania. Zaplanowane ilości białka nie przechodzą przez gardło. A organizm odstawiony od narkotyku woła CZEKOLADY. Pewnie pomęczy się do wieczora, i ulegnie. Pomoże mąż, który zawsze ma zachomikowane słodycze, i zrobi pyszną kolację, pełną węgli i tłuszczu. Znajdzie się dobra wymówka. Bo przecież po dniu z małymi i mniejszymi dziećmi, na baczność, na posterunku, zasłużyła na odpoczynek i jakąś przyjemność z życia.

Po kilku dniach daje sobie spokój z dietą, z ćwiczeniami już wcześniej się rozstała. Delektuje się tym, czego tak na prawdę wcale nie odstawiła, jedynie w swojej głowie. Do następnego razu. Który podejrzewam, że będzie bardzo podobny. I tylko się dziwi, jak to możliwe, ciągle się odchudza, a kilogramów przybywa :/

piątek, 21 marca 2014

Siła reklamy, a może to ja jestem słaba?!


Dwa słowa - Reebok Easytone. Nie wiem czy te buty są skuteczne. Właściwie nie obchodzi mnie to, i tak je kupię. Twórcom reklamy jestem wdzięczna, bo jak nic innego zachęca mnie do ćwiczeń. Może kiedyś i ja wypracuję sobie taką pupę.

środa, 15 stycznia 2014

Rodzina a filozofia biegania.


Niedawno ktoś mnie zapytał, czy mając tyle dzieci trenuję bieganie, żeby je dogonić, czy też, żeby przed nimi uciec?! Zrobił do tego cwaną minę ;)

No więc, moi drodzy, nie ma na to pytanie prostej odpowiedzi. Wszystko zależy od dnia. Są takie chwile, gdy niebabymprzychyliłamoimaniołkomkochanym, wtedy bawimy się w chowanego, berka, chodzimy na łyżwy, czytamy sobie głośno (bo starsze dzieci już dobrze czytają), gramy w makao, śpiewamy i wygłupiamy się, a czasem poprostu patrzymy co robi nasz najmłodszy, największy słodziak na świecie.

Są też takie dni, kiedy zmęczona i przygarbiona życiem zakładam adidasy/pakuję torbę na basen/jadę na zakupy(to najczęściej), żeby uciec. Od życia, dzieci, męża i od siebie samej. Takiej, której nie lubię. Zaprzęgniętej w codzienny kierat prania, gotowania, wożenia, zakupów, zajęć dodatkowych, pracy zawodowej. Normale sprawy, ale nie potrafię podnieść ponad nie głowy i zobaczyć szerszej perspektywy.

Poptrzebuję tej godziny na wyładowanie złości, frustracji, na usłyszenie siebie samej, tej miłej i zabawnej, z planami na przyszłość, i wspaniałą rodziną. Po powrocie jestem nie ta sama, prawdziwsza.

To tak, z grubsza, gdyby ktoś pytał, co mi daje bieganie ;)

wtorek, 14 stycznia 2014

Przez śnieg i zawieję.


Ten niedźwiedź siedzi w połowie mojej trasy. Za każdym razem klepię ko po głowie, drapię za uchem i mam już z górki. Jakie są charakterystyczne punkty na Waszej trasie?

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Wichry niespokojne.


Pogodna nie zachęcała do biegania. Coś mi podpowiadało, że jednak warto się zebrać i wyjść.  I tak było, dostałam swoją nagrodę. Ale o tym, na koniec!

Szczerze mówiąc, do połowy trasy było okropnie. Mam ulubioną trasę, 5,6km. Po chodniku, trochę otwartej przestrzeni, większość między blokami, ale mało pieszych. Po drodze jest nawet małe wzniesienie,

Znów zabrałam kijki, okropnie stukały, nie mogłam złapać rytmu, czułam, że wlokę się jak "smród za wojskiem" ;) było mi zimno, bo wiatr przeszywał mi polar, a ja szłam za wolno, żeby się rozgrzać. Na dodatek byłam sama, przez godzinę spotkałam JEDNEGO biegacza, a raczej biegaczkę. Zwykle jest bardzo dużo ludzi. Jakby tego było mało, na otwartej przestrzeni wiatr wył potępieńczo, jęczały linki od masztów reklamowych. Na zmianę wydawało mi się, że słyszę płacz niemowlaka, albo krzyk kobiety. A ja tu taaaaka sama.

Tego było mi już za dużo. Złożyłam kijki, spięłam je ze sobą, i ruszyłam truchtem. Najpierw z obcasa, jak najszybciej, na szczęście zapaliła mi się kontrolka, i przypomniałam sobie te wszystkie porady, którymi się ostatnio zaczytywałam. Zwolniłam, do świńskiego truchtu, wyrównałam oddech i BIEGŁAM. Na tyle szybko, że nie było wątpliwości, że biegnę, ale na tyle wolno, że mogłam dość swobodnie oddychać.

I zaczęły dziać się cuda :D Zrobiło mi się ciepło. Poczułam jak ogarnia mnie fala radości. Po krótkiej chwili wróciłam do marszu. A potem znowu trucht. Odcinki truchty były coraz dłuższe, a ja nadal swobodnie oddychałam. No może, nie S W O B O D N I E, ale dość dość. Jeszcze nigdy tak dobrze mi się nie biegło.

Po drodze zrobiłam zdjęcie trawy pampasowej, żeby pokazać jak silny był wiatr.

Do domu dotarłam już w śniegu. Padał piękny, biały, jak w bajce. I był tylko mój!

środa, 8 stycznia 2014

Mnie, dogonić?!

 
Wiem, miało być o bieganiu, a ja ciągle o kijkach.
 
Obserwacja z zeszłego tyg. Nie zwracałam na to wcześniej uwagi, a może wolniej chodziłam. Od jakiegoś czasu spotykam ludzi, którzy probują się ze mną "ścigać". Ja z kijkami zasuwam dość szybko, idę szybciej niż przeciętny pieszy. Nie raz zdarzyło się, że osoba, którą wałśnie wyprzedziłam, próbuje "odzyskać przewagę".I nie ma reguły co do płci, wieku tych osób.
 
Wczoraj np. goniła mnie dziewuszka na taakich obcasach, a kilka dni temu facet w miom wieku. Ścigała mnie już babcia z wózkiem, i pan z teczką i wielu innych. To chyba odwrotność efektu Zajonca?
 
Z niewielką przechwałką dodam, że raz zdobytej przewagi już nie oddaję ;) zresztą ci ludzie nie mają szans. Ja mam kijki i jestem rozgrzana, a oni nawet nie zdają sobie sprawy, że zaczynają mnie gonić.
 
Najzabawniejsi są młodzi mężczyźni, w głowie im się nie mieści, że babka pod czterdziestkę, z dużą nadwagą im ucieka. Gdyby ktoś podbiegl, to byłabym bez szans, ale chodem i z kijam, rządzę.
 
A z Wami, biegacze, ktoś się ściga?

piątek, 3 stycznia 2014

Mamo, czy jesteś gruba?!


Tym uroczym pytaniem zastrzeliło mnie dziś, prawie czteroletnie, Miziątko. Nie córeczko, nie jestem-skłamałam. Idę zaraz  a power walk, za parę tyg. będę laska ;)

sobota, 24 sierpnia 2013

Owczy pęd - czyli, jak się TO wszystko zaczęło.



Zastanawiam się czy owce szybko biegają? Na pewno szybciej niż ja ;)

Co to znaczy? Otóż, uległam modzie, dobrej modzie, i zaczęłam biegać. A może raczej truchtać. Jestem z dziecmi na wsi i zwierzęce porównania same pchają się na klawiturę.

Do pierwszego truchtu porwała mnie droga, wrzucę później zdjęcia. Codziennie spaceruję kilometrami z wózkiem, droga woła 'przeleć mnie', no to ją śmignęłam. Póki co, poza drogą, nie mam nic do biegania:

NIE MAM:
  • butów, biegam w trampkach
  • sportowego stanika, zakładam modelujące body, bardzo dobrze podtrzymuje nie tylko biust, ale i trzęsący się brzuch :/
  • kondycji, ale po to zaczęłam biegać, żeby ją zyskać
  • sportowych spodni, biegam w legginsach, i muszę je cały czas podciągać
MAM:
  • drogę, juz niedługo, za tydzien wracam do domu, ale zawsze, gdzieś jest jakaś droga
  • koło drogi pasie się byk, tak ponad dwuletni, czyli agresywny, tam mi się najszybciej biega ;)
  • zapał
  • wózek, o który mogę się wesprzeć
CO MNIE ZASKOCZYŁO?
  • moja kondycja nie jest taka zła, obiektywnie jest fatalna, ale myślałam, że jest jeszcze gorzej
  • dobrze mi się biega z wózkiem (zwykła gondola), lubię to uczucie w ramionach
  • sportowe gatki, to nie wymysł marketingowcow, jak biegłam w fikuśnej satynie, zarówno gatki, jak i gacie zjeżdżały mi z tyłka
PLAN:
  • poki jestem na mzurach, biegam codziennie
  • w domu, zobaczymy
  • kupić buty