czwartek, 16 stycznia 2014
środa, 15 stycznia 2014
Rodzina a filozofia biegania.
Niedawno ktoś mnie zapytał, czy mając tyle dzieci trenuję bieganie, żeby je dogonić, czy też, żeby przed nimi uciec?! Zrobił do tego cwaną minę ;)
No więc, moi drodzy, nie ma na to pytanie prostej odpowiedzi. Wszystko zależy od dnia. Są takie chwile, gdy niebabymprzychyliłamoimaniołkomkochanym, wtedy bawimy się w chowanego, berka, chodzimy na łyżwy, czytamy sobie głośno (bo starsze dzieci już dobrze czytają), gramy w makao, śpiewamy i wygłupiamy się, a czasem poprostu patrzymy co robi nasz najmłodszy, największy słodziak na świecie.
Są też takie dni, kiedy zmęczona i przygarbiona życiem zakładam adidasy/pakuję torbę na basen/jadę na zakupy(to najczęściej), żeby uciec. Od życia, dzieci, męża i od siebie samej. Takiej, której nie lubię. Zaprzęgniętej w codzienny kierat prania, gotowania, wożenia, zakupów, zajęć dodatkowych, pracy zawodowej. Normale sprawy, ale nie potrafię podnieść ponad nie głowy i zobaczyć szerszej perspektywy.
Poptrzebuję tej godziny na wyładowanie złości, frustracji, na usłyszenie siebie samej, tej miłej i zabawnej, z planami na przyszłość, i wspaniałą rodziną. Po powrocie jestem nie ta sama, prawdziwsza.
To tak, z grubsza, gdyby ktoś pytał, co mi daje bieganie ;)
Pycha ukarana - o tym, jak ważny jest ODPOCZYNEK.
Ok, nogi na zdjęciu są męskie, ale łapiecie ideę ;)
DLACZEGO ODPOCZYNEK JEST TAKI WAŻNY?!
Dlaczego trenujemy? Powody są różne, ale cel jest ogólnie ten sam - chcemy poprawić kondycję swojego organizmu. Co to oznacza dokładniej? Chcemy być mocniejsi, szybsi, bardziej wytrzymali. żeby to osiągnąć, musimy się rozwijać, poprawiać. I to zapewnia nam odpowiednio intensywny trening.
W czasie treningu "niszczymy" nasz organizm, niszczą się włókna mięśniowe, my czujemy ból i zmęczenie. Nasz organizm ma zdolność odbudowania tych zniszczeń, a nawet z takiej opresji wychodzi silniejszy. Wzmacnia się, żeby nie czuć bólu i mniej się męczyć. A nasza forma się poprawia.
Żeby ten mechanizm zaistniał, potrzebne są dwie fazy:
- treningu, kiedy dajemy sobie wycisk
- odpoczynku, kiedy dajemy organizmowi czas na regenerację, odbudowę i nadbudowę mięśni.
wtorek, 14 stycznia 2014
Przez śnieg i zawieję.
Ten niedźwiedź siedzi w połowie mojej trasy. Za każdym razem klepię ko po głowie, drapię za uchem i mam już z górki. Jakie są charakterystyczne punkty na Waszej trasie?
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Wichry niespokojne.
Pogodna nie zachęcała do biegania. Coś mi podpowiadało, że jednak warto się zebrać i wyjść. I tak było, dostałam swoją nagrodę. Ale o tym, na koniec!
Szczerze mówiąc, do połowy trasy było okropnie. Mam ulubioną trasę, 5,6km. Po chodniku, trochę otwartej przestrzeni, większość między blokami, ale mało pieszych. Po drodze jest nawet małe wzniesienie,
Znów zabrałam kijki, okropnie stukały, nie mogłam złapać rytmu, czułam, że wlokę się jak "smród za wojskiem" ;) było mi zimno, bo wiatr przeszywał mi polar, a ja szłam za wolno, żeby się rozgrzać. Na dodatek byłam sama, przez godzinę spotkałam JEDNEGO biegacza, a raczej biegaczkę. Zwykle jest bardzo dużo ludzi. Jakby tego było mało, na otwartej przestrzeni wiatr wył potępieńczo, jęczały linki od masztów reklamowych. Na zmianę wydawało mi się, że słyszę płacz niemowlaka, albo krzyk kobiety. A ja tu taaaaka sama.
Tego było mi już za dużo. Złożyłam kijki, spięłam je ze sobą, i ruszyłam truchtem. Najpierw z obcasa, jak najszybciej, na szczęście zapaliła mi się kontrolka, i przypomniałam sobie te wszystkie porady, którymi się ostatnio zaczytywałam. Zwolniłam, do świńskiego truchtu, wyrównałam oddech i BIEGŁAM. Na tyle szybko, że nie było wątpliwości, że biegnę, ale na tyle wolno, że mogłam dość swobodnie oddychać.
I zaczęły dziać się cuda :D Zrobiło mi się ciepło. Poczułam jak ogarnia mnie fala radości. Po krótkiej chwili wróciłam do marszu. A potem znowu trucht. Odcinki truchty były coraz dłuższe, a ja nadal swobodnie oddychałam. No może, nie S W O B O D N I E, ale dość dość. Jeszcze nigdy tak dobrze mi się nie biegło.
Po drodze zrobiłam zdjęcie trawy pampasowej, żeby pokazać jak silny był wiatr.
Do domu dotarłam już w śniegu. Padał piękny, biały, jak w bajce. I był tylko mój!
środa, 8 stycznia 2014
Mnie, dogonić?!
Wiem, miało być o bieganiu, a ja ciągle o kijkach.
Obserwacja z zeszłego tyg. Nie zwracałam na to wcześniej uwagi, a może wolniej chodziłam. Od jakiegoś czasu spotykam ludzi, którzy probują się ze mną "ścigać". Ja z kijkami zasuwam dość szybko, idę szybciej niż przeciętny pieszy. Nie raz zdarzyło się, że osoba, którą wałśnie wyprzedziłam, próbuje "odzyskać przewagę".I nie ma reguły co do płci, wieku tych osób.
Wczoraj np. goniła mnie dziewuszka na taakich obcasach, a kilka dni temu facet w miom wieku. Ścigała mnie już babcia z wózkiem, i pan z teczką i wielu innych. To chyba odwrotność efektu Zajonca?
Z niewielką przechwałką dodam, że raz zdobytej przewagi już nie oddaję ;) zresztą ci ludzie nie mają szans. Ja mam kijki i jestem rozgrzana, a oni nawet nie zdają sobie sprawy, że zaczynają mnie gonić.
Najzabawniejsi są młodzi mężczyźni, w głowie im się nie mieści, że babka pod czterdziestkę, z dużą nadwagą im ucieka. Gdyby ktoś podbiegl, to byłabym bez szans, ale chodem i z kijam, rządzę.
A z Wami, biegacze, ktoś się ściga?
wtorek, 7 stycznia 2014
Dzisiejsze kijki
Zjechałam zupełnie stopki moich kijków :( bardzo teraz hałasują. W pierwszej chwili pomyślałam, że muszę kupić nowe. A może to znak i pora się z nimi rozstać?
Dzisiaj kilka razy mijałam się z biegnącą dziewczyną. Widać było, że biegnie z wysiłkiem. Ale potrafiła oderwać się od ziemi. A ja, cały czas czuję grawitację, kijki są moją pępowiną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




